|
Do redagowania tej rubryki zapraszamy naszych Czytelników. Oczekujemy na
Wasze listy, faksy lub telefony dotyczące interesujących, nietypowych lub
nawet dziwnych przypadków usuwania awarii samochodu, z jakimi spotkaliście
się w swojej praktyce warsztatowej. Z Waszych doświadczeń będą mogli
skorzystać inni. Autora każdej wydrukowanej relacji uhonorujemy książką o
tematyce motoryzacyjnej.
To zdarzenie miało miejsce
na początku tej zimy. Do warsztatu zgłosiła się właścicielka samochodu
średniolitrażowego, wyposażonego w zapłon elektroniczny, wtrysk benzyny
oraz katalizator, z prośbą o usunięcie dziwnej usterki silnika.
Mianowicie, po każdej mroźnej nocy silnik uruchamiał się co prawda łatwo,
jednak po paru sekundach gasł i nie dawał się już zapalić.
Samochód klientki został ściągnięty do warsztatu, gdzie poddano
szczegółowej kontroli te zespoły i obwody, które mogły mieć wpływ na takie
zachowanie się jednostki napędowej. Nie stwierdzono jednak żadnej
przyczyny, pomimo użycia nowoczesnego testera układów elektronicznych i
elektrycznych. Trudność w diagnozowaniu usterki sprawił fakt, że w hali
warsztatowej silnik dawał się za każdym razem uruchomić. Klientka odebrała
więc samochód i odjechała nim do domu. Już przy następnej mroźnej nocy
objawy jednak wróciły i pojazd z powrotem odholowano do warsztatu. Ponowne
oględziny i poszukiwania nie dały rezultatu. Dla pewności wymieniono więc
cewkę zapłonową, elektroniczne urządzenie sterujące oraz czujnik
temperatury. Nie dało to rezultatu, ponieważ po kolejnej mroźnej nocy
objawy znów wróciły. Tym razem mechanik nie odholował samochodu do
warsztatu, ale zaczął go sprawdzać na miejscu. Podczas prób uruchamiania
stwierdził on, że na końcówce rury wydechowej brak jest pulsacji
ciśnienia. Mechanik odłączył więc rurę wydechową od kolektora wylotowego i
włączył rozrusznik. Tym razem silnik zaskoczył bez problemu i już nie
gasł. Przypuszczalne miejsce usterki tkwiło więc w układzie wydechowym.
Doprowadzono więc pojazd do warsztatu w celu rozebrania i sprawdzenia tego
układu. Podczas demontażu wydechu stwierdzono, że tłumik jest całkowicie
zamarznięty. Jak mogło do tego dojść? Odpowiedź na to pytanie otrzymano po
rozcięciu tłumika. Otóż, wewnętrzne przegrody skorodowały i nastąpiło
przemieszczenie się waty tłumiącej. Fakt eksploatowania pojazdu wyłącznie
na krótkich trasach sprzyjał skraplaniu się pary wodnej wewnątrz tłumika
po każdej jeździe. Z kolei zbierającą się wodę wchłaniała wata tłumiąca i
kiedy temperatura spadała poniżej zera, po prostu zamarzała, tworząc korek
blokujący wylot z tłumika. Objawu usterki nie można więc było stwierdzić w
warsztacie, ponieważ w ciepłej hali lód rozpuszczał się i nie stanowił
przeszkody w uruchomieniu silnika. Po wymianie tłumika klientka już więcej
nie zgłaszała problemów z zapalaniem silnika zimą. Ten ciekawy przypadek
sprawił pracownikom warsztatu wiele problemów, stanowił jednak kolejne
potwierdzenie tezy, że nie wystarczy opieranie się na najnowocześniejszych
diagnoskopach i zalecanych procedurach diagnostycznych - zawsze trzeba
jeszcze przewidywać sytuacje nietypowe.
CHCESZ
PODZIELIĆ SIĘ Z NAMI SWIMI DOŚWIADCZENIAMI WARSZTATOWYMI?
NAPISZ
DO NAS!!!
|